
„Zapewnia włosom
natychmiastową regenerację, dostarcza niezbędnych składników
odżywczych włosom zniszczonym zabiegami fryzjerskimi”. Maskę
nakłada się na umyte włosy na ok. 40 minut. Maska zapakowana jest
w ogromnym bo kilogramowym słoju z dużą pokrywką. Bez problemu
mogłam sięgnąć do niego ręką. Takie opakowanie wystarcza na
baardzo długo. Aż mi się trochę znudziła. Stosowałam ją raz w
tygodniu. Ale uwaga: na nieumyte włosy czyli inaczej niż zaleca
producent. W przeciwnym razie maska obciążała moje włosy. A w
wersji odwróconej sprawdzała się. Maskę trzymałam około godziny
a następnie myłam włosy i na końce jeszcze stosowałam jakąś
tanią odżywkę. I tak: efektu rozjaśnienia nie zauważyłam, ale
tez na nim mi nie zależało. Mam ciemne włosy, może u blondynki
inaczej by się rzecz miała. Maska ma dosyć przyjemny zapach i on
nawet przy odwrotnym stosowaniu jest wyczuwalny. A jak wyglądały
moje włosy? Bardzo gładkie. Ładnie się układały i nie
przetłuszczały szybciej niż zwykle. Z czasem okazało się, że
maska nadaje się również do mycia włosów ( o myciu włosów
odżywkami napiszę jeszcze, ale nieco później). Maska jest wydajna
mimo że dosyć sporo nakładałam jej na włosy. I myślę, że jest
całkiem dobrym pomysłem na włosy zniszczone. Czy zaopatrzę się w
drugą? Bardzo możliwe, choć nie od razu. Moją stosowałam przez
prawie 9 miesięcy i mam ochotę na odmianę.
Małgorzata